Tagi

Nadszedł wrzesień, a wraz z nim na półkę wróciły książki z gatunku literatury podróżniczej, gdzie będą zimować w oczekiwaniu na cieplejsze promienie słoneczne, mające nadejść wraz z głośnymi, wiosennymi trelami ptaków. Nim jednak sięgniemy po lektury, których akcja tyczy się w mrocznych zamkach na odległych wrzosowiskach lub zaczynających się od tajemniczego morderstwa, chciałabym jeszcze raz, w tych pierwszych tygodniach rozpoczynających szkolny rok, wrócić do rozgrzanych Włoch. Na początku lata pisałam o notatnikach ze słodkiej emigracji, zatem idealnym zakończeniem sezonu letnich lektur będzie zaprezentowanie, jak świat wygląda z drugiej strony barykady.

Dario Castagno, pomimo iż urodził się w Wielkiej Brytanii, jest Włochem z dziada pradziada. Ba! Ściślej rzecz ujmując chiantigiano (mieszkańcem regionu Chianti) i członkiem sieneńskiej contrady Gąsienicy. Jest również właścicielem firmy turystycznej Wycieczki z Kogutem, która pozwoliła mu zdobyć bogate doświadczenie przewodnika turystycznego – szczególnie w oprowadzaniu Amerykanów po toskańskim regionie Chianti.

Castagno już na wstępie wyraża deklarację dotyczącą celu napisania Opowieści o Chianti: napisałem więc książkę z dokładnie przeciwnego punktu widzenia: rodowitego Toskańczyka opisującego coraz większą falę rozentuzjazmowanych Amerykanów, lądujących na jego własnym przyczółku.

I chcąc nie chcąc, Dario Castagno opowiadając nam czasami niemalże mrożące krew w żyłach historie o mieszkańcach drugiego wybrzeża Oceanu Atlantyckiego, potwierdził wiele amerykańskich stereotypów na temat tego zabawnego narodu.

Co zatem robią amerykanie na wakacjach we Włoszech? Noszą śmieszne ubrania, oskarżają Włochów o przywłaszczanie sobie ich narodowych potraw – jak pizza – stwierdzają, że kuchnia włoska we Włoszech jest na marnym poziomie, zadają idiotyczne pytania w stylu: dlaczego to miasto zbudowano pod górę?, stołują się wyłącznie w McDonaldzie, mają wysokie mniemanie o sobie i potrafią ludzi nie-anglojęzycznych traktować jak idiotów (nawet jeśli Ci mówią w ich języku lepiej od nich). A wszystko to uzupełniają o hektolitry dietetycznej coli, spożywanej na okrągło.

Nie jest to oczywiście opis wszystkich amerykanów – trafiają się również jednostki normalne w europejskim rozumieniu. Sympatyczne, z poczuciem humoru, rządzą przygód i spoglądające z wielką miłością na wspaniały krajobraz wzgórz Chianti.

Spotkamy również przedstawicieli innych nacji – dziarskich, ale pełnych klasy Anglików, czy Holendrów znad wyraz niespodziewanym talentem do spożywania ogromnych ilości alkoholu i to bez porannych problemów.

Ale Za dużo słońca w Toskanii to nie tylko zbiór zabawnych historyjek przewodnika turystycznego, to również możliwość zobaczenia Chianti oczami mieszkańca tego regionu, który jest w nim szaleńczo zakochany.

Dario Castagno posiada niesamowity talent do opisywania przyrody. Każdy rozdział prezentujący poszczególny miesiąc roku, rozpoczyna od przedstawienia aury otaczającej toskańskie wzgórza w tym czasie. I jeśli istnieją pejzaże malowane słowem, które są w stanie zapierać dech w piesi, to one właśnie do nich należą. Czytając te niezwykłe opisy, nie tylko można poczuć promienie słońca na twarzy oraz podmuchy wiatru wraz z zapachami, które ze sobą niesie. Można również uważnie przyjrzeć się życiu fauny i flory tego regionu, niemal dostrzegając przed sobą wygrzewające się na kamieniach jaszczurki, czy przebudzone z zimowego snu węże. Usłyszeć wieczorną melodie cykad oraz przyjrzeć się powolnemu procesowi rozkwitania poszczególnych gatunków roślin.

Castagno wpuszcza nas również do świata swojej największej pasji – wiejskich domów porastających toskańskie wzgórza, czasami nawet w bardzo niedostępnych miejscach. W czasach swojej nastoletniej młodości Dario wraz z grupą przyjaciół uwielbiał odkrywać te miejsca, które stały opuszczone i zaniedbane, nieświadome jeszcze swojej wartości finansowej oraz estetycznej, ale mającej wkrótce zostać odkrytą przez cudzoziemców. Ci zaś stopniowo przemienią Toskanię w jedno z najdroższych oraz najbardziej pożądanych miejsc wypoczynkowych świata. Nim ten czas jednak nadszedł wiejskie domy wydawały się być bezludnymi wyspami porzuconego i zapomnianego archipelagu, skrywającymi dawne opowieści o ludziach je zamieszkałych oraz bardzo często przygnębiających czasach II wojny światowej.

Poza miłością do samego regionu Chianti – Dario to naturalizowany członek sieneńskiej contrady Gąsienicy, z którego to faktu jest niezwykle dumny.

Osoby bliżej znające historię oraz obyczaje Sieny, wiedzą o tym, iż jest ona niczym małe państwo-miasto, zbudowane z siedemnastu contrad – dzielnic, z którymi ich mieszkańcy silnie się utożsamiają. Nie dodam w tej kwestii nic więcej, gdyż najlepiej jest sięgnąć po tę książkę samemu i zapoznać się z fascynującą historią miasta. Niemniej jednak istotnym wydaje mnie się wspomnienie w tym miejscu o Palio – wydarzeniu, które w Sienie ma niemal status świętego. Jest to wyścig konny, w którym biorą udział contrady dwa razy do roku w letnim sezonie, a zwycięstwo w nim jest powodem do wieloletniej dumy.

Castagno przedstawia te dwa ważne elementy tego średniowiecznego miasta z oddaniem, które samo w sobie pokazuje, jak znaczące są one dla mieszkańców nie tylko pod względem turystycznym.

Poza tym, z książki można dowiedzieć się wiele innych fascynujących informacji na temat mentalności obywateli tego regionu, jak chociażby o wzajemnej niechęci sieneńczyków do florentczyków – mnie historia ta przypomniała o animozjach istniejących pomiędzy Ślązakami i Zagłębiakami. Jeszcze raz potwierdzona zostaje teza, iż jednym z podstawowych elementów budowania wspólnej kultury jest relacja swój – obcy.

Za dużo słońca w Toskanii to wciąż lektura o słodkim życiu w słonecznej Italii. Pełno w niej uroczych krajobrazów, jedzenia, lokalnych obyczajów oraz optymistycznego podejścia do świata. Niemniej dotyka ona również innej strony Włoch – choć w bardzo małym stopniu. Castagno łamie tą wyidealizowaną wizję sporadycznie pojawiającymi się opowieściami o smutnych wydarzeniach czasów faszystowskich oraz powojennym kryzysie, który tak silnie uderzył we włoską wieś. Jest to zatem lektura prowadząca nas w subtelny sposób dalej, za woal milczenia wytworzony przez wyobrażenia amerykańskiego kina komercyjnego. Książka jest zatem dobrym przystankiem na drodze każdego czytelnika, który chciałby powoli zacząć dowiadywać się, jak to naprawdę jest i było z tymi Włochami.

Opublikowano na Polemizuj z kulturą (12/09/2012)

Opublikowano na Wywrota.pl (16/09/2012)

Reklamy