Tagi

Julia Blackburn to autorka światowej sławy – nominowana dwukrotnie do Orange Prize, pisuje również książki faktograficzne. Dodatkowo jest osobą o artystycznych korzeniach – jej ojcem był poeta Thomas Blackburn, a matką malarka Rosalie de Meric. Dorastała zatem w duchu bohemy, który silnie wypłynął na jej sposób postrzegania świata, czyniąc z niej osobę wrażliwą oraz odpowiedzialną za zapisane własną ręką historie.

Polski rynek wydawniczy do tej pory nie palił się z publikowaniem jej książek, lecz ostatnimi czasy sytuacja ta zaczęła się zmieniać. Najpierw (w 2007 roku) pojawiła się biografia Billie Holiday, którą zachwycili się krytycy wraz z czytelnikami. Zaś pięć lat po jej premierze opublikowano, nominowaną do Costa Book Awards oraz Dolman Best Travel Book Award, opowieść o tym, iż nie zawsze życie na włoskiej prowincji było takie dolce.

Życie zaczyna się we Włoszech w swojej kompozycji przypomina, wspominane już przeze mnie, notatniki ze słodkiej emigracji. Znów spotykamy się z obcokrajowcami, którzy pod wpływem uroku wiejskich, górzystych okolic Ligurii w północnej części Włoch, decydują się na zbudowanie drugiego domu w tej części świata.

Obowiązkowo pojawia się stary, zrujnowany dom, w okolicy odciętej od szalonego życia, toczącego się gdzieś tam, w XXI wieku i oferującej rozkosze wiejskiego, sentymentalnego żywota – górskie wycieczki, uprawianie ogrodu, delektowanie się miejscowymi specjałami oraz obserwowanie fauny i flory. Jednakże, ta subtelna oraz sentymentalna opowieść, którą snuje Julia Blackburn jest uzupełniona o coś jeszcze. O pierwiastek śmierci, który zdaje się przesycać sobą każdy wątek tej historii.

Życie zaczyna się we Włoszech to książka o przewrotnym tytule, gdyż to życie we Włoszech dla Julii oraz jej partnera Hermana, stanęło pod znakiem zapytania, gdy usłyszeli diagnozę – Herman zachorował na raka krtani. Świat nagle się zmienił, życie zaczęło obracać się wokół chemio- oraz radioterapii i wizyt w szpitalach. Włoski dom na pewien czas został zamknięty, a gdy Blackburn ponownie do niego wróciła, była już inną osobą. Wiedziała, co oznacza oswajanie się ze śmiercią.

Herman przeżył leczenie. Julia zaś zaczęła pisać Życie zaczyna się we Włoszech – książkę o kompozycji notatnika literackiego, gdzie wydarzenia z życia autorki przeplatają się z jej przemyśleniami, opowieściami przekazanymi przez mieszkańców wioski oraz zapiskami o okolicy, które prowadziła od czasu rozpoznania diagnozy Hermana.

Całość jest podzielona na trzy części. Pierwsza pełni funkcję wstępu, w którym przedstawiony został mały rys biograficzny relacji Blackburn z jej partnerem, historię zakupu domu, zapoznania się z okolicą oraz mieszkańcami, jak i moment diagnozy, który jest jej zakończeniem.

Druga część, nosząca tytuł Wojna i kasztany, jest głównie skupiona na losach mieszkańców wioski. Prezentuje historie z ich przeszłości, mówiąc o tym, jak życie wyglądało na tych terenach przed, a także w trakcie oraz po II wojnie światowej. A nie należało ono do najprostszych. Nazywani przez swoich ziemskich panów oraz samych siebie mezzadri, czyli półludźmi, mieszkańcy Ligurii pozbawieni byli wszelkich praw, zmuszeni do oddawania najlepszej części plonów padrone oraz nierzadko dzielącymi się z nim również żonami i córkami.

Życie na tych północnych terenach było biedne, pozbawione godności i to, nie tylko ze strony niemalże feudalnego systemu pracy, ale również bliskich oraz współmieszkańców. Przemoc domowa, brak akceptacji inności (czy to wynikającej z chorób umysłowych lub fizycznych, czy z podejścia do życia) oraz trwanie w przestarzałych, skostniałych zasadach nie było niczym niezwykłym na wiejskich terenach ówczesnej Europy. Tutaj zaś z czasem zostało uzupełnione przez jeszcze jeden element – faszyzm. A ten przyniósł ze sobą wojnę wraz z kolejnymi podziałami, uprzedzeniami i tragediami. Można odnieść wrażenie, że to wszystko powinno sprawić, iż mieszkańcy Ligurii będą pełni goryczy, jednak tak się nie stało. Bo przecież takie było wtedy życie.

Julia Blackburn prezentuje nam dzieje osób dotkniętych przez los, pamiętających czasy, o których my – ludzie XXI wieku – wolimy myśleć, iż wydarzyły się setki lat temu. Jednak to nieprawda, tak samo jak nieprawdą jest, że człowiek doświadczony przez los odwraca się od życia. Wręcz przeciwnie, jak pokazują bohaterowie tej lektury – funkcjonują dalej, zakładają rodziny, polepszają swój byt i starają się odnaleźć w nowej rzeczywistości, tak różnej od tej z początków ich życia.

Trzecia część tej książki, to odkrywanie przez autorkę terenów, o których słyszała w historiach swoich włoskich przyjaciół. Wiosek leżących gdzieś wysoko w górach, niegdyś tętniących życiem, a dzisiaj zapomnianych, opuszczonych, powoli wchłanianych na powrót przez naturę. Jest to ostatnie spojrzenie na miejsca, które za chwilę zamienią się w popiół i odejdą w niepamięć wraz z ostatnimi żyjącymi jeszcze ich dawnymi mieszkańcami.

Język oraz styl, jakimi posługuje się Blackburn, są oszczędne, pozbawione dramatycznej dawki emocji. Nie jest to, w moim przekonaniu, wada – wręcz przeciwnie, dzięki takiemu zabiegowi autorka akcentuje najważniejsze momenty, nie skupiając się na niepotrzebnych szczegółach. Opowiadane historie ciągle się powtarzają, zazębiając nawzajem w odpowiednich momentach i ukazując całokształt, zbudowany z perspektywy wielu osób. Julia Blackburn stara się jedynie przenieść na papier to, co sama usłyszała. A słuchała o ludzkich losach, o których samym ich bohaterom ciężko było mówić.

Życie zaczyna się we Włoszech to niebanalna historia o kolejach losu zwykłych ludzi. O życiu, które przeżyli, które ich doświadczyło i które wkrótce się skończy. Wszystkie trzy części tej książki są ze sobą subtelnie połączone, wspomnianym już przeze mnie elementem przemijania. Jest ono delikatnie wplecione w atmosferę utworu – spokojną, snutą niczym gawędy przy łuskaniu fasoli. Śmierć zaś jest tutaj oczywistym wydarzeniem, które zostało już oswojone. Nikt się jej nie obawia, ale nikt też na nią nie czeka – bo i po co czekać na coś, co i tak przyjdzie? Wszystko ma swój kres – jest to najpewniejsza z myśli i dlatego właśnie powstała ta książka, by pamięć o tych ludziach nie odeszła wraz z ich śmiercią.

Opublikowane na Wywrota.pl (25/09/2012)

Reklamy